Fortuna Puchar Polski
Dodany: Komentarzy: 0

Piwkarze Szczecin zdobywcą Fortuna Puchar Polski Playarena 2021!

Niespodzianki, rozczarowania, ulewa i przede wszystkim niesamowite emocje. Bez dwóch zdań szósty Fortuna Puchar Polski Playarena przejdzie do historii jako ten jeden z najbardziej niezwykłych.

Piękny niedzielny wrocławski poranek kompletnie nie zapowiadał tego, co miało wydarzyć się ok. godziny 22. Słońce wschodziło co raz wyżej opalając każdego kto przybył do Wrocławia. Podział, grupy, wszystko gotowe, możemy zaczynać!

Let’s get start the party!

Faworyci? Dentim Clinic Katowice, Bartist Toruń, FC Gorlicka. Realnie rzecz biorąc nie sposób było obstawiać inaczej. Wszyscy wiedzą jaką jakość prezentują wszystkie te drużyny.
Po cichu mówiło się, że ktoś może zaskoczyć, że w powietrzu pachnie niespodzianką. Na pewno dało się odczuć zapach palonych opon, ze względu na odbywający się równolegle event samochodów amerykańskich. Piękne muscle cary, filmowe pic up’y i amerykańskie radiowozy, co kilka chwil urozmaicały prawdziwe piłkarskie święto.

Tylko kto miałby zaskoczyć? W poważnym tonie mówiło się o Piwkarzach i o UKS Toho, które prezentuję jeden z największych progresów w rozgrywkach na przestrzeni ostatnich lat. Wiedzieliśmy, że kiedyś muszą zbliżyć się do tego mitycznego „stołu dla najlepszych”. Nikt jednak nie sądził, że może być, aż taki wystrzał.

Kiedy mówiło się, że ktoś spoza trójki faworytów może zdobyć puchar, to kilka kolejnych osób pukało się w głowę. Podczas eliminacji do Mistrzostw Polski każda z tych ekip przyjechała jak po swoje i awansowała na turniej finałowy. Dlaczego więc podczas FPPP miałoby być inaczej?

Właśnie dlatego, że podrażniona ekipa Piwkarzy w końcu musiała zrobić coś wielkiego. Pukanie do drzwi Mistrzostw Polski było zawsze bezskuteczne. Lider ekipy ze Szczecina nigdy nie miał okazji awansować na ten turniej. W tym roku również się nie udało, a przecież mogliśmy obserwować na nim wiele słabszych ekip. Podrażnione ambicje musiały w końcu wziąć górę nad tym wszystkim.

Szok w fazie grupowej

W zasadzie tematem numer jeden po fazie grupowej było odpadniecie Mistrzów Polski! Dentim Clinic Katowice z czterema punktami zajął przedostatnie miejsce w swojej grupie. Nie wiem czy to miejsce na osobiste odczucia, ale pomimo sympatii do ekipy z Katowic, to ich gra przypominała tę z eliminacji w 2018 roku czy postawę w turnieju finałowym w roku 2019. W spotkaniu z Piwkarzami nie dało się odczuć smutku patrząc na próbującego odmienić losy spotkania Marcina Grzywy. Reprezentant Polski wziął na swoje barki całą odpowiedzialność za rozgrywanie, przerywanie akcji oraz ustawianie kolegów na boisku.

Choć, to zapewne marne pocieszenie dla Marcina, to jednak pokazuje tylko fantastyczny charakter i wolę walki tego zawodnika. Zawodnika jakże przez wielu niedocenianego. Destruktora i kreatora. Czy brakowało Marcina Rosińskiego? Bez dwóch zdań. Czy brakowało nieprzewidywalnych bramek Ariela Mnochego? Oczywiście.

Pozostaje jednak mieć nadzieję, że Dentim się szybko pozbiera i na turnieju finałowym pokaże się w pełnej krasie. Jak na Mistrzów przystało.

Jedyną niepokonaną na turnieju drużyną był zespół… BJM Kraków, który zremisował trzy spotkania i jedno wygrał. Tym samym ekipa z Krakowa… nie wyszła z grupy. Zabrakło punktu, by zrównać się zdobyczą z Guantanamerą i zwycięzcą grupy UKS Toho.

Przed turniejem głośno mówiło się również o Fortunie Łódź, która wygrała Puchar Łodzi oraz turniej „3 Rogi Karny”. Dobre konstruowanie akcji, płynna zmiana pozycji, solidna defensywa i nieprzewidywalny atak. Tym razem jednak okazało się za mało na bardziej doświadczone zespoły jak Octagon Ogrodex Team oraz FC Gorlickę.

UKS Toho – drużyna ponad wszystko

Czwarte miejsce w niedzielnych rozgrywkach zajęła ekipa UKS Toho Grodzisk Mazowiecki. Brązowi medaliści ostatniego sezonu w warszawskiej lidze awans zapewnili sobie przez Puchar Pruszkowa, miasta, z którego zespół się wywodzi.

Wielkie rozczarowanie turnieju eliminacyjnego, gdzie przegrali w „meczu o wszystko” z Cukrovia Mełniak podrażniło ambicje drużyny i menadżera Kacpra Flisa. Problemy w fazie grupowej mieli w pierwszym meczu, gdzie przegrali z FC Pustostany 2:5. Na całe szczęście demony odeszły bardzo szybko. Dwa zwycięstwa i remis w kolejnych spotkaniach naoliwiły zespół Toho.

Zwycięstwo z All Stars w ćwierćfinale, a później prowadzenie z Bartistem Toruń po pierwszej połowie 2:1 dawało nadzieję na więcej, ale zawodnicy z Torunia nie raz byli w takiej sytuacji. Wiedzieli co robić. Porażka w półfinale skierowała zespół reprezentujący obecnie Grodzisk Mazowiecki do meczu o trzecie miejsce, gdzie musieli zmierzyć się z FC Gorlicką.

Obie drużyny spotkały się niedawno w rozgrywkach ligowych. Górą była Gorlicka i to zdecydowanie. Wynik 8:1 nie podbijał akcji zdobywcy Pucharu Pruszkowa. Po bardzo wyrównanym meczu, stracie bramki w ostatniej sekundzie meczu i Turbodogrywce zajęli oni najmniej lubiane czwarte miejsce. Niemniej, Toho jako drużyna pokazała się nareszcie na turnieju jako drużyna z krwi i kości. Wszyscy pracowali bardzo ciężko. Odpowiedzialność za drużynę była w każdym z zawodników. Dwukrotne prowadzenie z Bartistem, świetny mecz z Gorlicką. Duży progres. Nie mogę doczekać się kolejnego sezonu i kolejnych turniejów, by znów zobaczyć ich znowu w akcji.

Najlepszy zawodnik: Mateusz Zasadzki – ciężko wybrać jednego zawodnika, bo świetny był i Wasilewski, Zieliński, Kowalczyk czy Kozaczkow, ale gra Mateusza jest w zasadzie niedostrzegana. Ciężka praca w obronie, brak jakiegokolwiek poczucia strachu i silny strzał. Oby wciąż się rozwijał.

FC Gorlicka – tradycji musiało stać się zadość

Rok temu brąz, w tym roku powtórka. Imponują mi z każdym kolejnym meczem, który mam przyjemność oglądać. Płynne przejścia, dopieszczone podania. Niesamowita inteligencja gry. Zespół, który zawsze stawia się w gronie faworytów. Przez fazę grupową przeszli jak błyskawica. Cztery zwycięstwa i remis. Nie musieli kalkulować czy zastanawiać się nad wynikami z innych boisk. Zwykły dzień w pracy.

W ćwierćfinale trafili na Metalbark, który miał im pokrzyżować plany, ale po pierwszej połowie było już jasne, że to były tylko plany. Półfinał, to spotkanie z Piwkarzami. Na tamten moment był to najlepszy mecz turnieju. Na 30 sekund przed końcem wyrównali, ale to było wystarczająco dużo czasu, by przeciwnik mógł się odegrać. Na całe nieszczęście dla Mistrzów Warszawy Piwkarze mieli swój dzień.

Mecz o trzecie miejsce, to przyjacielskie kuksańce z Toho. Na korzyść Gorlickiej, która po wyrównaniu w ostatnich sekundach miała przed sobą Turbodogrywkę. Wygrało doświadczenie i fenomenalny w tym formacie Robert Śmigielski.

Czy najlepszy zespół Warszawy było stać na więcej? Brązowy medal, to przecież wielki sukces, a Gorlicka potwierdza tylko, że należy do krajowego TOP-u. W półfinale trafili na późniejszych zwycięzców więc jest to pewna forma „rozgrzeszenia”. Niemniej jednak apetyt jest jeszcze większy i kto wie, może Mistrzostwo Kraju po czterech latach przerwy wróci do Stolicy?

Nie ma co jednak pompować balonika i nakładać dodatkowej presji.

Najlepszy zawodnik: Mariusz Milewski – inteligencja, spokój, umiejętność ustawiania zespołu, dyrygent nie gorszy niż Sir Simon Rattle. Po raz kolejny pokazał, że wiek, to tylko liczba. Młodzi powinni czerpać z możliwości gry z nim i przeciwko niemu.

Bartist Toruń – wyjść z legendy Dynamika

Zeszłoroczni triumfatorzy tym razem musieli zadowolić się srebrnymi medalami. Nie jest łatwo grać wiedząc, że wszyscy (w tym my) ciągle przywołują porównania do Dynamika. Jest naturalna kolej rzeczy, biorąc pod uwagę obecność byłych zawodników Dynamika z orlikowych boisk. Jednak czy jest to uczciwe w stosunku do tej drużyny? Piszą zupełnie nową historię, startują z innej pozycji aniżeli „Dynamiczni”. Niech tak też pozostaje, bo robią to niesamowicie.

Rozpędzali się z każdym meczem i wydawać by się mogło, że nikt ich nie powstrzyma. Komplet punktów w grupie, rozjechany Octagon w meczu ćwierćfinałowym i odważna postawa Toho, z którym przegrywali po pierwszej połowie, to było mało na tuzów z Torunia.

Porażka w finale może pozostawiać duży niedosyt. Prowadzenie 3:1 i coś się sypnęło. Walka Piwkarzy do samego końca i emocje w rozmiarze XXL. Bartist wyglądał potężnie do samego końca. Brak złotego medalu, to nie wstyd, to powód do dumy. Nie wolno rozpatrywać ich występu pod kątem przegranego meczu o najcenniejszy kolor medali, to przecież nie może charakteryzować tak wspaniale grającej drużyny.

Umiejętność dostosowania pozycji przez poszczególnych zawodników, to absolutny top Najlepsze dopiero przed tą drużyną. W składzie przecież są Elsner, Jankowski, Mrówczyński, Skibiński, Elwartowski, a i Czyszek wyrasta na klasowego zawodnika. Z kolei Bartłomiej Dębicki, pomimo przerwy od rozgrywek Playarena, tylko udowadnia jakim jest klasowym zawodnikiem.

Najlepszy zawodnik: Maciej Jankowski – MVP turnieju, start z piłką ma na absolutnie niesamowitym poziomie, silny, zwinny. Kiedy się rozpędzał, to przeciwnicy mieli dosłownie ułamek sekundy na znalezienie na niego sposobu. Zazwyczaj bezskutecznie. Dziś nie patrzymy na niego przez pryzmat wschodzącej gwiazdy, dziś Maciej Jankowski to jeden z najlepszych zawodników w kraju w Socca.

Piwkarze Szczecin – charakter gladiatorów

Kiedy przyjeżdżasz na turniej w roli „underdoga” z myślą, że jesteś w stanie wygrać i bez kompleksu podchodzisz do silniejszych na papierze przeciwników, to tylko „niebo jest granicą”. Tak właśnie podeszła do tego turnieju drużyna Piwkarzy. I choć zaliczyli wpadkę w meczu Pancom Zduny (0:5), to jednak ani na chwilę nie wyglądali tak, jakby ostateczny cel miałby zostać zrewidowany.

Absolutnie radosny futbol, który opierał się na strzeleniu większej ilości bramek od przeciwnika był realizowany bez względu na to co działo się na boisku. Dobrze obsadzony bramkarz, potrafiący rozegrać piłkę nogami, nie mający problemu z oddaniem strzału, fantastyczny na linii, a do tego rozgrywający świetny turniej Marcin Juszczak, który wygrywał mnóstwo pojedynków jeden na jeden, to tylko namiastka bardzo dobrze funkcjonującego organizmu.

Potężny Adrian Skorb to jednak absolutnie najjaśniejszy punkt zdobywców Pucharu Polski. Może znów wrzucę do artykułu trochę „prywaty”, ale muszę przyznać, że przez te kilka lat, gdy pojawiam się na turniejach nie mogłem przekonać się do stylu gry Adriana. Zdanie zmieniłem na ostatnich eliminacjach widząc go w roli zawodnika wycofanego, grającego w defensywie, pomimo kontuzji. Lider, gwiazda, gladiator. Fortuna Puchar Polski sprawił, że wręcz rozkochałem się w jego stylu gry. Bardzo dużo ciężkiej pracy podczas całego turnieju, niestrudzony nawet w najcięższych chwilach. Swoją wielkość potwierdził w spotkaniu z Gorlicką, w półfinale, kiedy to po stracie bramki na pół minuty przed końcem oddał niesamowity strzał, którym pokonał Mateusza Łysika będącego przecież niesamowitym fachowcem na swojej pozycji.

Piwkarze jednak wygrali jako cała drużyna, gdzie panowało motto „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Niesamowita historia jaką napisali Piwkarze będzie w naszych głowach jeszcze przez bardzo długi czas.

Nie pozostaje nic poza ponownym okrzykiem PIWKARZE SZCZECIN ZDOBYWCAMI PUCHARU POLSKI PLAYARENA!

Najlepszy zawodnik: Adrian Skorb – Król Strzelców, lider, zawodnik, który pokazał niesamowitą jakość. Wzorowy w odbiorze, ciągle skoncentrowany i niesamowicie oddany drużynie. Lider z prawdziwego zdarzenia.

Po sznurku do kłębka budowała się drużyna Piwkarzy, teraz pozostaje tylko rozwijać się dalej i za rok powalczyć o pierwszy turniej finałowy Mistrzostw Polski.

KOMPLET WYNIKÓW TURNIEJU FINAŁOWEGO

powrót do listy

Komentarze

Brak komentarzy
Jeżeli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany. Zaloguj
Advertisement